T. M. Gajewski Miało być lepiej czyli o demografii i potrzebach

Tak w polskiej demografii miało być lepiej. Obiecywali eksperci. Obecnie Polska ma najniższy w Europie i jeden z najniższych na świecie (!) współczynnik dzietności całkowitej – TFR (Total Fertility Rates), który w 2024r wynosić może (GUS nie podał jeszcze danych pełnych za 2024r.) tylko 1.06! Dziesięć lat temu eksperci prognozowali, że w 2024r. urodzi się w Polsce około 360tys dzieci.

Z najnowszych danych wynika, że ta prognoza spadnie aż o 1/3. Przewiduje się, że w 2024r. urodziło się w Polsce ok. 250tyś dzieci czyli 110tys. mniej niż zakładano! To zmiana nie o 5-10% ale ponad 33% Pomyłka w obliczeniach o 1/3 w polskiej szkole skutkuje oceną niedostateczną.

Sytuacja oznacza ni mniej ni więcej wyludnianie Polski w tempie szybszym niż przewidywali eksperci od demografii. My możemy określić to tempo jako dramatyczne dla przyszłości narodu i państwa.

Odchodząc od opinii ekspertów, którzy jak widać mylili się w obliczeniach o 1/3, należy dostrzec przyczynę i dalekosiężne skutki tego niespotykanego w innych krajach zjawiska (tak wysokie tempo zmian demograficznych. Zobacz artykuł dotyczący danych z 2023r). Otóż od początku nowego milenium a szczególnie po roku 2004 z Polski wyjechało ok. osiem milionów Polek i Polaków (więcej kobiet). Zniknęło zatem, tu wyjechało całe pokolenie młodych ludzi. Albowiem nie wyjeżdżali emeryci i renciści, ludzie dojrzali o ustabilizowanym statucie ale ludzie bardzo młodzi, w tym dobrze wykształceni czyli przyszłość narodu.

Dlaczego tak się działo. Choć tu eksperci znów twierdzą, że to nie przyczyny materialne są powodem tak szybkich zmian, należy zauważyć, że w Polsce do 2015r. nie było minimalnej stawki godzinowej a minimalna pensja na pełnym etacie wynosiła mniej niż 1000zł na rękę (dane brutto nie podajemy, bo te są dla materialnego życia bez znaczenia). Przez 21 lat od wejścia do UE Polacy za tę sama pracę zarabiają znacznie mniej niż ich pobratymcy w Europie. Określenie „znacznie mniej” nie oddaje skali. Było to niejednokrotnie 3-6 razy mniej. To powodowało, przy istniejących możliwościach wyjazdu (łatwość przemieszczania się w ramach UE) zwykle decyzje opuszczenia Polski. Bardzo często na zawsze. Wyjeżdżali ludzie zaraz po skończeniu obowiązkowej edukacji, wyjeżdżali też ci, którzy po skończeniu studiów nie mogli liczyć na zatrudnienie zgodne z wykształceniem (z tym w Polsce jest cały czas problem). Wyjeżdżali, ci którzy w ogóle nie mogli znaleźć jakiejkolwiek pracy (tu zdecydowanie w gorszej sytuacji były kobiety. Ale nie tylko. Na początku milenium bezrobocie wśród ludzi do 26rż wynosiło nawet 80%!). Wyjeżdżali w końcu i ci młodzi uparci, którym skończył się okresowy zasiłek dla bezrobotnych. Nota bene w Polsce, od lat 90-tych i pana ministra śp. Jacka Kuronia, zasiłek jest tylko skracany lub ograniczany (uzależnienie pobierania zasiłku dla bezrobotnych jest od czasu jego trwania a nie podjęcia pracy. To typowo Polska specyfika o czym mogliśmy się dowiedzieć, gdy wiadomości podały,, że niemiecki urząd wykrył bezrobotnego, który pobierał zasiłek od ponad 40 lat, co nawet tam bulwersowało opinię). Z badań opublikowanych w grudniu 2024r. wynikało, że nawet 48% Polaków ogranicza swoje wydatki na podstawowe potrzeby. Wzrasta też poziom pesymizmu społecznego (badania z grudnia 2024r.). A to tylko wycinek problemów młodych Polaków.

Wspólną cechą emigrantów ekonomicznych, oprócz poszukiwania środowiska dającego przewidywalną i stabilną przyszłość egzystencji, jest młodość. Ta charakteryzuje się dużą wytrzymałością (rezyliencją) na krótkotrwałe trudności, nieuwarunkowanym optymizmem, ciekawością świata i silną chęcią poprawy swojego bytu. A powodów do poprawienia bytu,, było i jak widać po niedoszacowaniu ekspertów jest, aż nadto dużo.

W tej chwili Polacy stanowią jedną z najliczniejszych grup gastarbeiterów nie tylko w Niemczech, Islandii ale i w Anglii, Holandii, Włoszech, Norwegii, Irlandii. Polskie telewizje w tym samym czasie realizują nawet dwa (lub więcej) cyklicznych programów, w których widz może poznać losy Polaków, którzy już wyjechali z kraju. Kanwą wszystkich historii jest opis poszukiwania bezpiecznej przestrzeni do życia. Takich programów trudno szukać w innych telewizjach, gdziekolwiek na świecie.

Wszyscy oni wyjechali do pracy ale nie tylko. Wyjechali także do czegoś czego nie przeliczy się pieniędzmi. Co prawda tam otrzymują wynagrodzenie, które pozwala mieszkać, jeść i ubrać się a nawet wyjechać na wczasy czy zaoszczędzić, nawet gdy pracuje się na etatach fizycznych (polonistka pracująca w przedszkolu w Islandii jako sprzątaczka). Godziwa płaca za uczciwą pracę to oczywiście podstawa, warunek sine qua non ale on nie tłumaczy takiej dynamiki emigracji jak w Polsce. Np. w grupie osób o stosunkowo dobrych dochodach (7tyś zł netto) poczucie optymizmu jest nadal potrzebą deficytową wśród badanych Polaków (w skali do 10 osoby te deklarują wynik średni „optymizmu” tylko na 5. Co zatem deklarują w ramach poczucia optymizmu ci mniej uposażeni, rozpoczynający swoją drogę zawodową, często pracujący za najniższą krajową- 3.5tyś zł?).

Co składa się na poczucie optymizmu – zaryzykujmy stwierdzenie, ze zaspokojenie szeroko rozumianych potrzeb.

Co ciekawe raport coroczny agendy ONZ pt. World Happiness Report (światowy raport szczęścia) za 2024r plasuje Polskę, rok do roku, lepiej aż o 4 pozycje. Podobno poczucie zadowolenia (by nie nadużywać słowa z raportu tj.szczęścia) z życia spowodowało, że Polska wyprzedziła Hiszpanię i Grecję! Taki wynik w rankingu może budzić zdziwienie. Jeśli bowiem pominiemy powody pozaekonomiczne np. słoneczne dni, i zderzymy tę dane z liczbą Polaków, którzy jednak kupują kolejny dom nie na Mazurach, w górach czy nad polskim morzem ale właśnie w Hiszpanii to powinno być raczej odwrotnie. To Hiszpanie winni kupować domy u nas. Tak jednak póki co nie jest. Trudno nie wierzyć w raporty ONZ. Skoro Polska wg. nich jest „happines” to dlaczego młodzi Polacy tak masowo emigrują? Skoro jesteśmy przy poczuciu „szczęścia” w marcu br. ukazał się inny ranking w tej samej sprawie, wykonany przez IPSOS (Institut Public de Sondage d’Opinion Secteur – francuskie przedsiębiorstwo badań rynku, działające od 1975r). O ile wg badań ONZ na szczycie drabiny szczęśliwych ludzi stoją kraje skandynawskie o tyle wg IPSOS krajem tym są Indie. Wśród badanych trzydziestu wybranych krajów to własnie mieszkańcy Indii czuja się najszczęśliwsi. Dokładnie 88% Hindusów uważa się za szczęśliwych ludzi. Ranking wg IPSOS zamykają Węgry z wynikiem 45% i Turcy z wynikiem 49% szczęśliwych ludzi. Polacy sklasyfikowali się w okolicach średniej światowej i wg IPSOS aż 72% z nas czuje się szczęśliwymi ludźmi. Co równie ważne według obu wymienionych badań Polska w tym względzie klasyfikowana jest z roku na rok lepiej.

Jakby na złość danym IPSOS i ONZ nasz IBRiS (Fundacja Instytut Badań Rynkowych i Społecznych działający od 2015r.) opublikował w marcu 2025r, na zlecenie Rzeczpospolitej, wyniki z których wynika, że … niestety, większość Polaków ocenia swoja sytuację jako gorszą niż rok wcześniej. Większość to jest ok.60%. Jednak najciekawsze z naszego punktu widzenia są dane z grupy wiekowej młodych ludzi 18-29 lat. Odsetek pesymistów jest tam jeszcze wyższy i wynosi wg IBRiS – 82%. Trudno o lepszy komentarz.

Zobacz cały artykuł Rzeczpospolitej klikając na LINK

Pytanie o przyczynę demograficznej zapaści, która nie znikła po wprowadzeniu szeregu zmian ekonomicznych odwzorowanych m.in. w notowaniach ONZ i IPSOS pozostaje aktualne. Stanu nie zmieniła tak wzrastająca płaca minimalna jak dostępność do przedszkoli, hipermarketów, 800+, lepsza jakość edukacji podstawowej, babciowe, bezrobocie na poziomie poniżej 5% (nota bene czy spadek bezrobocia to właśnie nie wynik tragicznej demografii?). Dlaczego zatem Polacy nadal wyjeżdżają na stałe z kraju.

Warunki ekonomiczne to nie jedyna przyczyna tragicznej demografii. Co za tym idzie rozważania o celowości programu 500+, który miał rozwiązać problem dzietności a go nie rozwiązał (choć na dzietność wpłynął pozytywnie) jest typowym błędem atrybucji.

Aby zwiększyć obszar danych przy próbie odpowiedzi na pytanie o stan polskiej demografii należy dodać wnioski z badań I. Maslova, o których wspomniano wyżej pisząc o potrzebach Przypomnijmy tzw piramidę potrzeb Maslova. Znany od lat 60-tych trójkąt z kilkoma warstwami opisującymi pewną hierarchie (wizualizacje nie stworzył Maslov).

Ikoniczny symbol teorii Maslowa tzw piramida potrzeb

Większość ludzi ją na pewno widziała, jednak patrząc na nią, nie dostrzegamy co naprawdę jest pod warstwami; np jak określić potrzeby egzystencjalne czy potrzeby bezpieczeństwa z perspektywy funkcjonowania obywatela, rodziny w państwie. Podajmy przykład. Dla dzieci potrzeba bezpieczeństwa zaspakajana jest głównie poprzez dobrze funkcjonujący dom rodzinny w którym młody człowiek otrzymuje wsparcie rodziców, dziadków, krewnych w trudnych chwilach może liczyć na spokojną rozmowę i pomoc oraz zachętę do rozwoju osobowego. Taki dom nie musi posiadać najnowszej konsoli, hitowych gier wideo czy basenu. Dom dla zaspokojenia potrzeby bezpieczeństwa dziecka musi dawać przede wszystkim spokój, być przy tym źródłem stabilnym i niezmiennym w wielu aspektach np. relacji czy pełnionych ról. Bezdomność, głód, rozstanie to zupełnie skrajne cechy niezaspokojenia podstawowych potrzeb dziecka, które w Polsce są niezwykle rzadkie (no może poza rozstaniem bo przyjmując, że formą rozstania jest dla dziecka rozwód rodziców, tych mamy coraz więcej. W 2023r. rozwiodło się w Polsce ponad 40 tysięcy małżeństw, dane GUS. Więcej niż co 3 małżeństwo w Polsce się rozstaje).

Z perspektywy państwa na potrzeby bezpieczeństwa, spojrzeć lub je nazwać i uszczegóławiać, można w inny sposób. Potrzeby egzystencjalne np. to godziwa płaca za pracę, dająca możliwości do życia i poszukiwania rozwoju – myślimy o założeniu rodziny. Tu widzimy rolę płacy minimalnej czy godzinowej ustalanej arbitralnie dla wszystkich przez decyzje państwa, które chroni w ten sposób przed wyzyskiem i wykorzystywaniem swoich obywateli przez silniejsze podmioty. Potrzeba bezpieczeństwa z punku widzenia państwa to głównie wymiar ochrony jaką daje swoim obywatelom m.in. poprzez poczucie stabilności w zakresie pracy, płacy, praw podstawowych, wolności, równości, ochrony przed przestępczością, dostępu do dóbr kultury, rozwoju osobistego, odpoczynku i zachowania swojego stanu posiadania. Dla młodych ludzi szukających perspektyw i przyszłości ta potrzeba będzie wyraźnie postrzegana poprzez własne mieszkanie (wynajem tylko względnie ją zaspakaja) i możliwości rozwoju rodziny w długiej skali czasu i miejsca. I znów cechą dominującą powinna być tu stabilność i niezmienność wielu atrybutów i cech. (mówiąc o potrzebach i ich hierarchii wg. Maslova należny stwierdzić że jest ona kwestionowana od jakiegoś czasu. Np. w popularnej Wikipedii możemy przeczytać, że „jej założenia (teoria hierarchii) generalnie nie zostały potwierdzone w badaniach empirycznych.(…) Ludzki umysł jest na tyle skomplikowany, że potrafi uruchamiać wiele procesów w tym samym czasie, z tego powodu wiele różnych motywacji z różnych poziomów hierarchii Maslowa może nastąpić w tym samym czasie” Zobacz).

Tu mała dygresja. Wikipedia jest bardzo popularna wśród młodych, jako źródło wiedzy i trudno znaleźć tam błędy, choć pewnie i takie też występują. Jeśli jednak tu się nie myli i ma rację, to może w ramach wyjątków od reguły (!) np. głodny i zmarznięty człowiek szuka narzędzi i miejsca do pracy twórczej a nie schronienia i posiłku. Można hipotetycznie założyć, że jego głód i chłód przegra z motywacją do tworzenia i samorozwoju. Wg teorii hierarchii Maslowa człowiek taki będzie pracował twórczo gdy będzie najedzony i nie będzie mu zimno a nie odwrotnie. Maslow nie odpowie Wikipedii dlatego możemy zrobić to za niego mówiąc , że ta wyciąga nieuzasadnione wnioski. Hipotetycznie sytuacja,że zmarznięty i głodny człowiek szukając ciepła i jedzenia, po drodze zauważa piękne krajobrazy, dlatego zbiera pędzle malarskie i farby aby odtworzyć to czym został zauroczony, jest możliwa, to nadal jest nieprawdopodobna, szczególnie, gdy spojrzymy na takie zachowania z perspektywy ogółu praw powszechnie obowiązujących i obserwowanych u większości badanych. W terminologii, sugestie Wikipedii, nazwalibyśmy błędem selektywnej obserwacji (ang. cherry picking, celowe skupienie się na rzadkich przypadkach) lub błędem fałszywej obserwacji, który polega na wyciąganiu wniosków z niereprezentatywnych danych.

Wracając do sedna czyli podstawowych potrzeb młodych Polaków należy przypomnieć kilka danych. Obecnie w Polsce ceny wynajmu mieszkania zrównują się z ratą kredytu wziętego na jego zakup a ceny mieszkań na rynku wtórnym zbliżają się do tych na rynku pierwotnym (przestało się opłacać budować nowe mieszkania w Polsce). 35% tzw. gospodarstw domowych nie stać na wynajem mieszkania mimo posiadania pracy na pełnym etacie. Przeciętny Polak w 2024r. musiał wydać na wynajem mieszkania od 30% do nawet ponad 40% dochodów (w dużych miastach). Typowa rodzina wydaje obecnie około 1000-1500 zł miesięcznie na podstawowe media i opłaty mieszkaniowe. To cechy patologicznego rynku mieszkaniowego jaki spotykają młodzi Polacy, chcący założyć rodzinę i mieszkać razem. Bez zmiany tego aspektu życia trudno myśleć o poprawie demografii w kontekście masowej emigracji.

W chwili obecnej demografia jest na równi pochyłej i żadne rozważania o zwiększeniu dzietności poprzez zwiększenie liczby miejsc w żłobkach i przedszkolach, a to o wydłużeniu urlopów rodzicielskich czy nawet dodatku „babciowym”, podniesieniu 500+ do 1200zł nie zmienią trendu, bo zmienić go nie mogą. Nie zmieni tego też wyższa stawka minimalna za pracę, choć ta nadal jest dużo mniejsza niż w wielu krajach o podobnych do nas problemach (np Hiszpanii) co jest bardzo ważne dla zahamowania trendów w demografii Polski.

Dane z końca 2024r. pokazują, że koszt utrzymania się studenta poza miejscem zamieszkania rodziców zbliża się do wartości 4 tys zł miesięcznie czyli więcej niż minimalna pensja netto w Polsce (ok. 840 euro), którą zarabia 3.6 miliona pracujących! Na minimalnej płacy jest co piąty pracujący obecnie Polak. Tymczasem nadal jesteśmy, w tej kategorii, pariasami w UE, gdzie przeciętne ceny są podobne lub niższe, a minimalna płaca oscyluje wokół 2 -2.5 tyś. euro (tzw. kraje starej unii). Zważywszy na te dane już dzisiaj można powiedzieć, że trendy emigracyjne nie wyhamują.

Radykalnych zwrotów w najbliższych latach raczej nie będzie. Możemy jednak w krótkiej perspektywie zahamować trend a w dłuższej go zmienić. Działania, które będą oddziaływać pozytywnie powinniśmy szukać w roli państwa w zaspakajaniu potrzeb egzystencjalnych (stabilny, konkurencyjny z innymi państwami dochód z pracy) i bezpieczeństwa (realny dostęp młodych ludzi do własnego mieszkania. Obecnie ponad 90% Polaków ma mieszkania na własność a nie na wynajem).

Próby działań w tych dwóch obszarach były podejmowane, zresztą nie bez oporu (tu warto przypomnieć całkowite fiasko programu mieszkanie plus skutkujące nota bene przeciw skutecznie w dostępie do rynku mieszkań poprzez wzrost ich cen, niewystarczająca ale systematycznie wzrastająca płaca minimalna wyrównująca podziały w UE czy program domu bez pozwolenia do 70m2 mocno krytykowanego przez urzędników samorządowych). Tak jak dziecko chce przychodzić do swojego domu zaspakajając swoje potrzeby podstawowe tak dorosły obywatel ma chcieć żyć w tym a nie innym państwie. Tylko i aż tyle.

Część z tych zmian jest związana ściśle z siłą gospodarczą państwa część zaś nie. Np. zmniejszenie obciążeń urzędniczo-biurokratycznych*, skutkujących ubezwłasnowolnianiem/ograniczeniem obywateli w ich sprawczości zależy od sprawności i woli państwa. Przykład – porównanie zdawalności w egzaminach maturalnym i na prawo jazdy**.

Przyczyną wyludniania Polski w tempie niedoścignionym przez inne kraje jest naturalny przepływ, który zawsze będzie kierował ludzi z miejsca gdzie jest im gorzej do miejsca gdzie jest im lepiej. Przy czym należy dodać, podkreślając niejako, że statut materialny z pracy nie jest tu jedyną jakością życia. Jest bardzo ważny ale nie jedyny. Psychologia zna bowiem i jasno precyzuje środowiska skąd człowiek będzie chciał się uwolnić zawsze – te są opisywane poprzez termin – sytuacje trudne (zagrożenia, konflikty, braki, utrudnienia, deprywacje potrzeb i wreszcie przeciążenia). Nie sposób w tym artykule omówić najistotniejszych przykładów tych sytuacji w polskich realiach, A jest to obszerna lista. Konstatacja jest jednak prosta im środowisko bardziej opresyjne tym osób będzie ubywać a nie przybywać. Im więcej takich sytuacji tym większa frustracja i napięcie, które wymusza określone działania, nawet, gdy są to naprawdę trudne decyzje, jakimi są zawsze pozostawienie rodziny i najbliższych środowisk. Ludzie młodzi mogą migrować i będą to czynić dopóki środowisko się nie zmieni na takie, które ich przyciągnie czyli zaspokoi ich potrzeby; egzystencjalne i bezpieczeństwa.

W naszym systemie społecznym pozwoliliśmy, poprzez zaniechania, na wyjazd kilkunastu roczników młodych ludzi. Tych ludzi nie da się zastąpić dlatego idea podnoszenia poziomu życia rodzin z dziećmi poprzez 800+ czy „babciowe” choć w pełni słuszna, nie przyniesie oczekiwanych zmian w demografii.

Oczekiwana długość życia w UE.

Przed Polską demografią najgorsze – przy założeniu, że urodzin nie będzie ubywać (a to założenie zakładające duże zmiany) w najbliższej przyszłości co roku statystycznie „znikać” może z populacji, nawet pół miliona obywateli. Czyli co dekadę ok. 5 milionów. W ten sposób w roku 2050 czyli za nieco ponad dwie dekady Polska liczyć może ok. 20 milionów obywateli, których średnia wieku będzie w okolicy lat 55. jak wynika z danych jesteśmy, jeśli się nic nie zmieni , krajem skazanym na wymazanie w dość niedalekiej przyszłości. Skutki tego dotkną wszystkich także tych, którym żyje się w Polsce bardzo dobrze lub tylko dobrze. To tylko kwestia kolejności.

Parafrazując czyjeś porównanie możemy powiedzieć, że nie dostrzegając problemu, jesteśmy jak podróżny w wagonie klasy pierwszej pociągu, który mknie w przepaść.

Aby następowała wymienialność pokoleń wskaźnik TFR, który może wynieść za rok ubiegły tylko prognozowane w tym artykule 1.06 powinien być równy 2. Aby nastąpił zwrot w demografii wskaźnik ten musi być większy niż 2.

ps. Choć piszemy o dramatyzmie polskiej demografii to problem dzietności nie dotyczy tylko Polski. W chwili obecnej światowy współczynnik dzietności spadł z 5,3 z lat 60-tych do poziomu 2.3 w roku 2023.

*obciążenia biurokratyczne można szybko i radykalnie zlikwidować poprzez przerzucenie obowiązków z obywatela na urzędników, którzy np. żądając druku A567 sami mają do niego dostęp. Jest pewne, że natura ludzka zwycięży i druk A567 stanie się „NIE niezbędny” dla podjęcia decyzji lub odpowiedzi. Nota bene po wprowadzeniu 500+ na pierwsze dziecko w 2016r. niektóre gminy żądały od rodziców nawet kilkudziesięciu dokumentów by wydać decyzje (warunki ustawowe to wiek poniżej 18rż i pierwsze dziecko). Badania in vivo na biurokracji wykazały, że jest ona wprost proporcjonalna do liczby urzędników/wydziałów/resortów/ministerstw itd. i stanowi immanentną cechę pracy tychże.

**zdawalność matur (wiedza z minimum 4 lat nauki), przy pierwszym podejściu do egzaminu, mimo wielu zmian w procesie nauczania, wciąż oscyluje wokół 80% plus, rok do roku, za to zdawalność na prawo jazdy (w wielu krajach podstawowy dokument obywatela zastępujący dowód osobisty, zasób niezbędnej wiedzy nieporównywalnie mniejszy niż przy maturze) odwrotnie, wynosi ok. 20% plus. Dzieje się tak od kiedy powstały państwowe ośrodki egzaminujące czyli ok 1991r. Wniosek nr1 – w Polsce od 35 lat łatwiej jest zdać maturę niż zrobić prawo jazdy za pierwszym podejściem. Wniosek nr 2 – poziom przygotowania do egzaminów na prawo jazdy radykalnie i gwałtownie spadł po 1991r. Gdy zdawalność na prawo jazdy np. w Polsce porównamy z innymi krajami np. USA (zdawalność ok. 75% lub więcej), Czechy (zdawalność ok. 90%) wnioski są jeszcze ciekawsze.

Przejdź do treści