Edukacja zdrowotna

Już w nowym roku szkolnym 2026/27, edukacja zdrowotna, decyzją MEN, wejdzie na stałe do kanonu przedmiotów obowiązkowych. Ilość przedmiotów nie wzrośnie, bo ten zastąpi wychowanie do życia w rodzinie. Przedmiot edukacja zdrowotna funkcjonuje dopiero pierwszy rok, Był on nieobowiązkowy. Jak podało MEN w całej Polsce wybrało go niespełna 30% uczniów i rodziców… .

Przedmiot ten budził kontrowersje w związku z komponentem wychowania seksualnego. Mimo, ze przedmiot będzie obowiązkowy w nadchodzącym roku szkolnym to zajęcia z edukacji seksualnej będą nieobowiązkowe. Gdyby jednak uczeń (w szkołach średnich) lub rodzic zdecydował się na naukę o zdrowiu seksualnym w MEN pracują już lekarze i nauczyciele, tworząc to co będzie stanowić podstawy przedmiotu. Wg MEN nauczycielami wychowania zdrowotnego mogą być biolodzy, nauczyciele W-F i byli nauczyciele do wychowania do życia w rodzinie oraz specjalnie do tego przygotowane osoby po studiach dodatkowych.

Wymiar edukacji seksualnej, sama pani ministerka, określa na 1-2 godziny lekcyjne w całym roku szkolnym. Pozostała część wychowania zdrowotnego to 1 godzina tygodniowo. To naprawdę bardzo skromne założenie a i tak istnieje uzasadniona obawa, że nieobowiązkowość szkolna w tym zakresie, znów spowoduje, że więcej niż połowa możliwych uczestników zajęć z nich nie skorzysta. Aż strach pomyśleć jak wyglądałaby polska szkoła, gdyby zniesiono przymus szkolny dla wszystkich innych przedmiotów.

Abstrahując od sporów wokół przedmiotu, wychowanie zdrowotne, należy zauważyć, że słowo „przymus” w kontekście szkoły i nauki, czyli wartości nie brzmi dobrze. Wydaje się, że nauka szkolna winna być prowadzona w taki sposób aby dzieci i młodzież, chciała z dobrej i nieprzymuszonej woli z niej korzystać. W historii edukacji było wiele przykładów nowego podejścia*, które eliminowało przymus zastępując go osobistą chęcią i ciekawością uczniów.

Współczesna szkoła polska jakby zapomina o tej subtelnej różnicy w podejściu do nauczania, które zdecydowanie zmienia optykę sukcesów szkolnych w wymiarze ucznia i nauczyciela. To oczywiście bardzo szeroki obszar do dyskusji, dlatego nie wyczerpiemy tematu a jedynie możemy zasygnalizować, że należy zwiększyć dostępność szkoły nie tylko w roku szkolnym ale i w czasie ferii i wakacji. Szkoła zgodnie z zasadą** powinna kojarzyć się z domem, który zawsze nas przyjmie i zaoferuje coś dla dziecka lub młodzieży. W tej chwili tak nie jest. Nauczanie i dydaktyka zawładnęły polskim szkolnictwem spychając wychowanie do przysłowiowego i adekwatnego do kontekstu, kąta. Polski przedmiotowiec jest doskonale przygotowywany z zakresu wiedzy przedmiotowej i to realizuje. Wiedza o relacjach, fazach procesów grupowych, mechanizmach obronnych, osobowości i ich zmianach, szczególnym rozumieniu potrzeb młodzieży i wielu innych elementach przygotowania zawodowego do wychowywania a nie tylko nauki jest dostępna dla zainteresowanych czytelników już po studiach. A wychowanie to właśnie sfera w której nie może być przymusu, a rozsądne i właściwe relacje, pełne wzajemnego szacunku na płaszczyźnie wspólnych zasad, w duchu jeszcze raz podkreślmy to, chcenia a nie przymusu. Łatwo powiedzieć trudno zrobić.

„Oswojeniu szkoły” w ramach jej dostępności dla potrzeb dzieci i młodzieży, nie sprzyja pensum godzin nauczyciela i wymogi zbiurokratyzowanego procesu nauczania, który główną uwagę skupia na mierzalnych i zapisywalnych warstwach. Potrzeby procesu nauczania a więc to czego chce szkoła, postawiono wyżej niż procesy uwspólnotowienia i same potrzeby dzieci i młodzieży, szczególnie w zakresie relacji tak ważnych dla dzieci i młodzieży. Tak zwane eventy szkolne, z wielkim czasami trudem wyreżyserowane i z duma eksponowane, nie zastąpią realnego poczucia przynależności i wspólnoty -, tej bardzo silnej i niezwykle ważnej potrzeby u młodych ludzi. Lekcje szkolne, podstawowa jednostka pracy szkoły mają się niestety nijak do zaspokojenia tych potrzeb. Tę rolę wypełnia w tej chwili telefon/internet i iluzoryczna przynależność do cyfrowej grupy. Zresztą może i cyfrowej i wyimagineowanej ale „Mojej Grupy”. Przynależność i „bycie wśród swoich” to absolutny klucz do zamiany przymusu na chcenie. Tego jednak nie da się zrobić bez bycia razem i niewymuszonej rozmowy*** a tu potrzebny jest czas i możliwości czyli otwarcie szkoły, rozumiane dosłownie, właśnie poza pensum godzin dydaktycznych. Szkoła powinna się kojarzyć z otwartym domem nie tylko w czasie lekcji. Jeśli zaczniemy wypełniać potrzeby przynależności i afiliacji w ramach, której to uczeń dostanie to czego potrzebuje a nie tylko dostanie to co chce szkoła (tu przynależenia do bezpiecznej emocjonalnie grupy w której będzie się mógł przyglądać i doświadczać siebie jako istoty społecznej), możliwe będzie zastąpienie przymusu chęcią. Łatwo powiedzieć trudno zrobić?

T. Gajewski

ps. To, że szkoła polska w temacie, który poruszamy; przymus czy chęci, ma jeszcze wiele do zrobienia świadczy ilość odwiedzin przez swoich byłych wychowanków. Gdyby związek emocjonalny ze szkoła był powszedni ilość takich odwiedzin po latach byłaby zdecydowanie większa. Niestety tak nie jest. Szkoły nie są przygotowane na takie odwiedziny (brak pomieszczeń, osób) a sami byli podopieczni wiedzą, że nikt na nich nie czeka a odwiedzinami mogą zrobić problem (serdecznie zapraszamy po uprzednim wcześniejszym powiadomieniu). To smutny obraz, który warto zmieniać, zaczynając od uświadamiania, że taki istnieje.

*trzeba też, z konieczności prawdy historycznej dodać, że większość tych eksperymentalnych szkół nie była jako model, kontynuowana na skale całej populacji, kończąc z wielu powodów jako ciekawostka badawcza.

**zasada efektu HALO lub KONTEKSTU; wartości, ceny, drugiego planu czy kontekstu tła emocjonalnego. Pokazywanie  produktu – tu bardziej kreowanie atrakcyjnego osobistego zaangażowania ucznia w relacje szkolne – emocjonalnego kontekstu tła, pozwala na spełnienie głębszych potrzeb odbiorcy-tu ucznia, które są często nieuświadomione  Pozytywne emocjonalnie, angażowanie odbiorcy w jednym kontekście (np. zaspokajania potrzeby przynależności) powoduje powstanie pragnienia doświadczenia podobnych  doznań także w innym podobnym miejscu lub kontekście (tu zaangażowanego uczestnictwa w lekcjach). Innymi słowy percepcja = ocena drugiego elementu – tu szkoły, jest kształtowana przez porównanie z pierwszym – „co ja mam od szkoły czego ja chcę bo potrzebuję tego”. Odpowiedź wpływa na postrzeganie i ocenę samej szkoły – rozumianej jako nieświadomy obiekt przyjazny lub nieprzyjazny a więc pociągający lub odpychający.

***na spotkaniu z rodzicami jeden z uczestników zapytał ale jak rozmawiać jak syn nie chce nic mówić? Być przy nim dla niego i zaczekać:) czyli zaufać czasowi.

Przejdź do treści